Krótko o mnie:

avatar Ten blog rowerowy prowadzi monikaaa z miasteczka Legnica. Mam przejechane 32208.24 kilometrów. Jeżdżę z prędkością średnią 18.51 km/h i mam to gdzieś, jaka to średnia.
Więcej o mnie.

Moi realni lub wirtualni znajomi:

Dawno, dawno temu:

Wpisy archiwalne w kategorii

75-100 km

Dystans całkowity:4896.41 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:258:32
Średnia prędkość:18.62 km/h
Maksymalna prędkość:57.87 km/h
Suma podjazdów:35785 m
Liczba aktywności:57
Średnio na aktywność:85.90 km i 4h 37m
Więcej statystyk

Ranczo Grapa

Sobota, 18 czerwca 2016 • dodano: 18.06.2016 | Komentarze 6

Miałam pojechać dzisiaj na Kapellę i nacieszyć duszę widokami na Karkonosze. W Pielgrzymce zweryfikowałam swoje plany, bo miałam już serdecznie dosyć dzidy pod wiatr. Zaczęłam zastanawiać się nad dalszą częścią trasy. I wtedy przyszło olśnienie - Ranczo Grapa. To położony tuż za Pielgrzymką, w małej wsi Nowe Łąki, ośrodek parafialny stworzony przez lokalnego księdza. Miejsce, gdzie można totalnie się zrelaksować w towarzystwie braci mniejszych. Ale o tym za chwilę.

Droga do Nowych Łąk (czyli ze Złotoryi, przez Pielgrzymkę) nie jest jakoś specjalnie atrakcyjna - pod względem widokowym wręcz beznadziejna, a do tego panuje na niej dosyć spory ruch, bo dużo ludzi jeździ tamtędy choćby do Świeradowa-Zdroju. Więc kiedy w końcu zjechałam z asfaltu w las i odbiłam w kierunku Rancza, a w pewnym momencie moim oczom ukazał się taki oto widok...



... to wykrztusiłam z siebie tylko dosadne: "O kur*a!". :) Ostrzyca Proboszczowicka wyglądała dzisiaj przepięknie.



Po nacieszeniu oczu chociaż jednym widokiem, pojechałam już na Ranczo. A tam od progu przywitały mnie uchate słodkości. :)









Na terenie ośrodka znajduje się mini zoo - można pomiziać kozy, króliki, kucyki, lamy, daniele, owce, osła i pewnie jeszcze jakieś zwierzęta, których nie dostrzegłam. Sporo zwierząt biega wolno, więc można bez problemu je nakarmić czy też pogłaskać. Coś fantastycznego dla kogoś kto kocha zwierzęta. Czyli dla mnie. :) Z Rancza roztacza się też dosyć ładny widok na farmę wiatrową w Łukaszowie.



Wróćmy jednak do królików. :D





Jest też park linowy, więc to kolejna atrakcja, dla której warto odwiedzić to miejsce.





Między drzewami mieni się też Ostrzyca.



Wspomniane wcześniej daniele.



I ich urocze dupki. :)



Nawinął się też czarny uchaty. ;)



I pozostałe zwierząta znajdujące się na terenie Rancza.













Gdzieś był też paw, ale niestety nie widziałam go. Nie miałam też czasu na szukanie jegomościa, bo po zobaczeniu, że nad terenem Rancza robi się coraz ciemniej, stwierdziłam, że czas najwyższy wracać do domu. Po wyjechaniu na szuter prowadzący do Nowych Łąk, Ostrzyca nie wyglądała już tak fajnie. :/



Za mną też nie było zbyt różowo.



Wiedziałam już, że pytanie dzisiejszego dnia nie brzmi: "Czy mnie zleje?", tylko "Kiedy mnie zleje?". :D Postanowiłam jednak walczyć. Zapakowałam wartościowe rzeczy w nieprzemakalny futerał, ubrałam przeciwdeszczową kurtkę i zaczęłam pruć drogą powrotną ile sił w nogach. Na odcinku z Nowych Łąk do Pielgrzymki wyszła mi średnia 40 km/h. :D Dalej był lekki, ale rozwleczony podjazd, więc było już "tylko" 30 km/h. :))) Dawno tak nie darłam na rowerze. :P Na odcinku z Pielgrzymki do Jerzmanic-Zdrój burza jednak wygrała - na zjeździe w Jerzmanicach zalewało mi już oczy, więc z prędkością światła wpadłam na przystanek. Uff!



Na szczęście było ciepło, więc zrobiłam sobie przymusową przerwę - zjadłam snickersa, pograłam w Farm Heroes Saga, zrobiłam sobie zdjęcie, patrzyłam na ścianę wody lejącą się z nieba, raczej nie nudziło mi się. :P



Po pół godziny przestało padać. Ruszyłam dalej w drogę. Pomimo, że już nie padało, to dalej zalewało mi oczy - tym razem wodą z kałuż. :))) Masakra. Po kilku minutach jazdy byłam już upaprana deszczówką po szyję. Na szczęście w Złotoryi już całkowicie się rozpogodziło, więc wyskoczyłam z kurtki i już na letniaka pocisnęłam do Legnicy.



Po przyjechaniu do Legnicy, burzowe brzydactwo było już za nią.



No proszę jaką piękną pogodę miałam na koniec wycieczki. :)



Wypad absolutnie udany i z atrakcjami. :) Koniecznie będę musiała wrócić na Ranczo - w dzień z pewniejszą pogodą i z 10 kg marchwi w plecaku. :))



Legnica - Babin - Kozice - Winnica - Krajów - Łaźniki - Rokitnica - Kozów - Złotoryja - Jerzmanice-Zdrój - Pielgrzymka - Nowe Łąki - Ranczo Grapa - Nowe Łąki - Pielgrzymka - Jerzmanice-Zdrój - Złotoryja - Legnica

Kategoria 75-100 km


terenowe Chełmy

Sobota, 11 czerwca 2016 • dodano: 11.06.2016 | Komentarze 4

Na początek maczki i chabry. :)



Pomysł na dzisiejszą trasę wyklarował mi się z samego rana. Dawno nie walnęłam sobie porządnej terenowej trasy po Chełmach, a że pogoda była idealna na taki wypad, to po śniadaniu bez wahania ruszyłam w stronę Chełmów.

W Duninie jeszcze do niedawna ta hacjenda była najbardziej pożądaną w okolicy. Teraz chyba nikt nie chciałby się zamienić z właścicielami tego domu. Przed tym laskiem na górce będzie biegła S3...



W teren wpakowałam się zaraz za Sichowem. Postanowiłam pobawić się dzisiaj w eksploratorkę i odkryć jakieś nowe ścieżki. Już pierwsza okazała się rewelacyjną, trawiastą drogą. Co prawda było mocno pod górę, ale wiedziałam, że łatwo dzisiaj nie będzie.



Po wyjechaniu z trawy tej powyżej, wbiłam się na już dobrze mi znane szlaki prowadzące do Bogaczowa.



Raz na rok niech będzie i wrzucę to selfie. :P



Po wpakowaniu się na Górzec, tym razem nie zjechałam z niego ulubionymi szutrami, tylko zapuściłam się w jakiś dziki szlak. Okazał się bardzo fajny, bo nie jest ani kamienisty, ani jakiś hardcorowo terenowy.



Ulubione górzcowe szutry też były, ale tym razem pod górę.



Nawinęła się dobra miejscówka na aparat, to skorzystałam. :)



I znowu piękne, leśne szutry.



Z Jerzykowa, jak zawsze, dobre widoki na okolice.



Po pokatowaniu okolic Górzca miałam wracać już do domu, ale postanowiłam jeszcze pojechać do Wąwozu Myśliborskiego, bo w całej swojej rowerowej karierze przejechałam go całego tylko raz. :O



A Wąwóz również jest piękną miejscówką do jeżdżenia.





Wyjazd z Wąwozu.





W Myśliborzu skończyło się wszystko co dobre i pozostał mi już tylko powrót asfaltami do Legnicy. Po drodze trafił się miziak. :) Tzn. Ona. Mało co na głowę mi nie weszła, tak się łasiła. :)



Za jakiś czas zrobię zdjęcie porównawcze - z wybudowanym w tym miejscu wiaduktem S3.



A na koniec znowu maczki. Tym razem bez chabrów. :)))





Legnica - Dunino - Krajów - Sichówek - Sichów - Bogaczów - Górzec - Jerzyków - Chełmiec - Myślibórz - Piotrowice - Stary Jawor- Przybyłowice - Warmątowice Sienk. - Kościelec - Legnica

Kategoria 75-100 km


Uczestnicy

IV Rowerowa Rundka z Powiatem Bolesławieckim

Sobota, 21 maja 2016 • dodano: 22.05.2016 | Komentarze 15

Mało brakowało, a przeszłaby mi koło nosa świetna rowerowa impreza. Chociaż dowiedziałam się o niej w ostatniej chwili, to udało się wbić na listę uczestników i tuż po 9" na dworcu PKP w Bolesławcu przywitał mnie Darek. Ledwo co przyjechał na dworzec, a już jakaś dziewczyna krzyczała do drugiej "Patrz jaki śmieszny rower!". Tyle co przyjechaliśmy na miejsce startu rajdu, a już zaczęły się wywiady, telewizje, autografy itd. :))))



O co chodzi z tym rajdem? Starostwo Powiatowe w Bolesławcu, w ramach "Tygodnia z Powiatem Bolesławieckim", zorganizowało 2 rajdy rowerowe - na 20 km i 95 km. Razem z Darkiem zdecydowaliśmy się na większą pętlę. Oprócz nas zgłosiło się jeszcze 13 śmiałków, w tym jeszcze 2 przedstawicielki płci pięknej. Punktualnie o 10" byliśmy już gotowi do startu.



Poszły konie po betonie. :)



W sumie to od samego początku wiedziałam, że trasa będzie mi się bardzo podobać, bo została wytyczona po asfaltach i szutrach. Już pierwszy szuter był świetny, bo prowadził między tak lubianymi przeze mnie rzepakami. Jak widać dosyć szybko zgłodniałam. :P



Asfaltowe odcinki zostały tak dobrane, żeby był na nich jak najmniejszy ruch samochodowy, przez co bardzo często mogliśmy jechać całą szerokością jezdni.



Najlepszym asfaltowym odcinkiem był ten z Krzyżowej do Gromadki - samochodów praktycznie brak, dosyć fajne okoliczne widoki, no i ten stół! O takich drogach w okolicy Legnicy można sobie tylko pomarzyć.





Po 35 km jazdy, tuż za Gromadką, zrobiliśmy sobie pierwszy przystanek regeneracyjny.



Każdy szamał co miał, byle tylko uzupełnić braki w energii, bo Panowie prowadzący peleton wrzucili dosyć mocne tempo od początku trasy. :)



Po krótkim odpoczynku wbiliśmy się na przepiękne leśne szutry prowadzące do Trzebienia.





Dalej jechaliśmy albo asfaltami (nadal gładkim), albo znów rzepakowymi bezdrożami, albo polnymi szutrami. Trasa była dobrana naprawdę świetnie.



I znowu czas na przerwę, czas na Kita Kata. :D



Jedynym fatalnym odcinkiem według mnie, był kilkukilometrowy szuter biegnący wzdłuż autostrady A4. Hałas aut, do tego jazda po wiatr. Ten odcinek bardzo mi się nie podobał. :P

Gdzieś po drodze narada wojenna. :)



Jego Królewska Mość Sean. :D



I bardzo inteligentne rozmówki z miejscowymi, niczym w "Ranczo". :DDD



Pomimo wyluzowanego charakteru rajdu, parę razy nie odmówiliśmy sobie małych wyścigów między sobą czy też kilkukilometrowych jazd na najwyższych obrotach w tzw. pociągu. Atmosfera podczas całego rajdu była świetna. :)

Ani się obejrzeliśmy, a punktualnie o 16" wróciliśmy z powrotem do Bolesławca.



Zostaliśmy hucznie przywitani przez władze Starostwa i organizatorów rajdu, a także przez sporą grupkę mieszkańców Bolesławca. Nikt po drodze nie wymiękł, nikt nie padł ze zmęczenia, nikt nie złapał kapcia. Wszystko udało się na tip top. :)



Za udział w rajdzie każdy z jego uczestników dostał okolicznościowy medal.



Bardzo miła niespodzianka. :)





Oprócz medalu, dostaliśmy też pyszną sałatkę z kurczakiem i milionem witamin na zaspokojenie pierwszego głodu. Każdy wcinał, aż mu się uszy trzęsły. :) Na zaspokojenie drugiego głodu wybraliśmy się z Darkiem, Ulą i Kazikiem do jednej z bolesławieckich restauracji.



Po rozmowach o wrażeniach z rajdu i wymianie rowerowo-życiowych doświadczeń, ja i Darek pożegnaliśmy się z Ulą i Kazikiem i Darek postanowił zabrać mnie jeszcze nad bolesławiecki wiadukt kolejowy. Budowla zrobiła na mnie ogromne wrażenie i po renowacji wygląda naprawdę imponująco!



Tak mnie roznosiła energia po rajdzie, że musiałam jeszcze trochę popodnosić ciężarów. :P



Na koniec jeszcze jedna pamiątkowa fotka z Darkiem i zostałam odstawiona na dworzec PKP. :)



Medal prezentuje się tak. ;)



Tytułem podsumowania - było super. Nie wiem jak były zorganizowane poprzednie edycje rajdu, ale tegoroczna bardzo mi się podobała. Tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że takie lokalne inicjatywy są fantastyczne i mam nadzieję, że za rok wrócę do Bolesławca. :)



Bolesławiec - Łaziska - Stare Jaroszowice - Wartowice - Warta Bolesławiecka - Tomaszów Bolesławiecki - Krzyżowa - Różyniec - Gormadka - Borówki - Trzebień - Parkoszów - Golnice - Krępnica - Osieczów - Kierżno - Parzyce - Nowogrodziec - Ocice - Kraszowice - Otok - Bolesławiec



majowa lampa (Stanisławów - Siedmica)

Środa, 11 maja 2016 • dodano: 18.05.2016 | Komentarze 4

Nie mam już pomysłów na opisy wycieczek po trasach, które przejechałam już tysiąc razy. :P W inne nowe rejony nie zamierzam się zapuszczać, więc dziś będzie krótko i na temat.

Mega lampa od rana, więc postanowiłam wypuścić się gdzieś dalej w Chełmy. Chciałam też sprawdzić nogę na mocniejszych podjazdach. Znowu porządnie wiało, ale trasę dobrałam tak, że ani ten wicher mi nie pomagał, ani też za bardzo przeszkadzał. Pogodowo było idealnie. :)



:P



A na koniec daniele z Warmątowic.



Było super, z jednym małym "ale" - ręce to tak sobie zjarałam, że szkoda gadać. :/ Nie pozdrawiam tłustej świni, która o mało co nie zmiotła mnie do rowu na odcinku do Przybyłowic (czarny chyba VW Touareg DL O3R... - tyle zapamiętałam). Pamiętaj chamie - karma wraca!

A. I jeszcze jedno. :D





Legnica - Babin - Kozice - Winnica - Krajów - Sichówek - Sichów - Stanisławów - Pomocne - Muchów - Lipa - Nowa Wieś Mała - Siedmica - Paszowice - Piotrowice - Stary Jawor - Przybyłowice - Warmątowice Sienk. - Kościelec - Legnica

Kategoria 75-100 km


wietrzny Zamek Grodziec

Sobota, 2 kwietnia 2016 • dodano: 02.04.2016 | Komentarze 14

Od kilku dni zapowiadali na weekend lampę, więc już od kilku dni wiedziałam, że dzisiaj wypuszczę się gdzieś dalej. Nie wiedziałam tylko gdzie. Wczoraj wieczorem nadal nie miałam skonkretyzowanych planów. Wiedziałam tylko, że na pewno nie pojadę w Chełmy, bo z racji rzadkich ostatnio jazd, nie mam mocy na długą jazdę po górkach. Rano zapaliła mi się czerwona lampka w głowie - że no przecież! Zamek Grodziec! Spojrzałam na prognozy siły oraz kierunku wiatru i mina trochę mi zrzedła. O ile do Grodźca czekała na mnie bajeczna jazda z halnym w plecy, o tyle na powrocie wiedziałam, że będzie mordęga. No ale nie może być idealnie. :)

Do Zagrodna dojechałam swoją standardową trasą. Zgodnie z przewidywaniami, rower sam jechał. :) Pozbierałam wszystkie możliwe Qomy na Stravie. W Zagrodnie zawsze odbijam na Uniejowice, ale dzisiaj postanowiłam dojechać na zamek inną drogą - przez Olszanicę. Jeszcze nigdy nie jechałam taką wersją trasy, ale okazało się, że jest o wiele lepsza i bardziej malownicza.

W końcu zza lasu wyłonił się cel mojej dzisiejszej wycieczki.



Pyk jeszcze jedno pamiątkowe zdjęcie i pojechałam dalej.



Po raz kolejny wzgórze z zamkiem w roli głównej.



I zoom na zabudowania.



Dzisiejszy widok na Karkonosze urywał dupę i wszystkie kończyny. Zaczął się sezon bajecznych widoków na Śnieżkę, Śnieżne Kotły, Szrenicę i całą resztę. Dopóki nie stopnieje na nich śnieg. :)



Po wjechaniu pod zamek, jak zwykle była zadyszka, więc była też dłuższa przerwa na złapanie oddechu.





Na zamku odbywał się dzisiaj jakiś piknik dawnych wojsk.



Co jak co, ale zjazd z zamku nigdy nie zapewnia mi frajdy. Początek stromy, na zjeździe pełno piachu, a końcówka zjazdu taka, że wytrzepie człowieka za wszystkie czasy.

Selfie z dupy strony. :P



Po odbiciu na Nową Wieś Grodziską zaczęła się dzida pod wiatr. Chryste jak naparzało wiatrem w twarz!!! No ale wyruszając w drogę wiedziałam na co się piszę.

Na punkcie widokowym Nahtaha, po raz kolejny na trasie, urwało mi tyłek. :) Tak samo jak rzepakami, tak samo i tym widokiem nigdy nie przestanę się jarać!



Na odcinku z Pielgrzymki do Jerzmanic-Zdrój paszczowiatr tak mnie sponiewierał, że na bardzo stromym zjeździe normalnie mnie zatrzymywało. :O

A za Sępowem króluje Wilcza Góra.



Przez chwilę miałam głupi pomysł odbicia z Wilkowa na Kondratów. Głupi, bo do Kondratowa prowadzi jeden z mocniejszych podjazdów w okolicy, więc dobiłabym się nim niemiłosiernie. Na szczęście tym razem rozsądek wziął górę i zjechałam do Leszczyny.



Skansen górniczo-hutniczy w Leszczynie.



Po wyjeździe z Leszczyny było dalsze masakrowanie mnie wmordęwindem. Ten trochę odpuścił dopiero w Słupie. Do domu dojechałam na resztkach sił. 35 km centralnie pod bardzo mocny wiatr zrobiło swoje. Ale całościowo i tak jestem mega zadowolona z wycieczki. :)



Legnica - Wilczyce - Ernestynów - Brennik - Łukaszów - Zagrodno - Olszanica - Grodziec - Nowa Wieś Grodziska - Pielgrzymka - Jerzmanice-Zdrój - Sępów - Wilków - Leszczyna - Prusice - Sichów - Sichówek - Winnica - Słup - Warmątowice Sienk. - Kościelec - Legnica

Kategoria 75-100 km


Uczestnicy

pomału trzeba żegnać się z sezonem (Zamek Grodziec)

Niedziela, 27 września 2015 • dodano: 28.09.2015 | Komentarze 6

Co się odwlecze, to nie uciecze. To po pierwsze. A po drugie - jak się na coś uprę, to nie ma bata i będę dążyć do zrealizowania tego. :P Postanowiłam więc dokończyć wycieczkę sprzed tygodnia. Na wypad ponownie udało mi się zwerbować Monikę. Obecny wpis zacznę od miejsca, w którym zakończyłam poprzedni.



Także przez ten tydzień nieźle ochłodziło się. Tydzień temu śmigałyśmy na letniaka, a dzisiaj, kiedy od samego rana na niebie zalegały ciężkie chmury, trzeba było już przyodziać bluzę, długie spodnie, a na zjazdach pełne rękawiczki. Do tego wiał mocny, nieprzyjemny wiatr i było naprawdę chłodno. Nie było mi jednak zimno, bo nowa bluza spisała się na 5-. Minus za to, że na podjazdach było mi trochę za ciepło, ale za to na płaskim i na zjazdach było bardzo komfortowo. A choćby na kilometrowym zjeździe do Wilkowa z 8% nachyleniem można było zmarznąć.

Pomimo optymistycznych prognoz pogody, od zachodniej strony było dzisiaj tak.



A na wschodzie takie rzeczy działy się. :)



Zdjęcia zostały zrobione z tego samego miejsca. Co oczywiste, jechałyśmy z Moniką w tej zachmurzonej części, a na wielki błękit patrzyłyśmy z utęsknieniem. Najważniejsze jednak, że nie padało. :)

Ze Złotoryi do Grodźca nie działo się nic ciekawego. Ot asfaltowa tułaczka z towarzyszącym nam wiatropaszczem. W Grodźcu zatrzymałyśmy się na chwilę pod miejscowym sklepem. Stało też tam kilku lokalnych "przystojniaków". Oczywiście już zaprawieni. :) Tylko czekałam na moment, kiedy zagadają. I w końcu: "A panienki na tych rowerkach to z daleka?". :D :D :D Monika grzecznie odpowiedziała, że z Legnicy. I zapadła cisza. :))) Po odzyskaniu mowy "chłopcy" pogadali jeszcze chwilę i rozstaliśmy się, nie wymieniając się numerami telefonów. :P

Grodziec przywitał nas błękitem. :)



Chwila zwiększonego tętna na podjeździe i mogłyśmy po raz kolejny zrelaksować się na dziedzińcu Zamku.



Ze względu na duże zachmurzenie, widoczki były dzisiaj średnie, więc nie było sensu wchodzić na wieżę widokową.



Wypiłam jedną z najdroższych herbat w życiu (w stosunku do jej ilości), Monia średnio-dobrą kawę, posłuchałyśmy opowieści starszej Pani z Chocianowa, która uprawia turystykę pieszą (i zeszła już kawałek gór w Polsce) i po odpoczynku czas było zacząć wracać, bo nad Zamek nadciągnęły takie chmury, że dostałyśmy z Moniką pietra, że oberwie nam się deszczem.



Przy wyjeździe z Zamku zaczepił nas jeszcze jeden Pan, standardowo pytając: "A Panie to z daleka?". Krótka wymiana zdań i pozostawiłyśmy Pana i jego współtowarzyszy z lekkimi karpami, że my z Legnicy. Tak jakby ta Legnica była na drugim końcu świata. :)

Do Legnicy zaczęłyśmy pruć ile sił w nogach, co by nie pożarł nas ten brzydki front.



Front gonił nas przez większość trasy, ale na szczęście tylko straszył swoim wyglądem, bo chyba nie przyniósł ze sobą deszczu.



Jeszcze fotki z farmy wiatrowej w Łukaszowie, gdzie spostrzegawcze oko dostrzeże Ostrzycę Proboszczowicką,



Wilczą Górę albo Rosochę. :)



Pewne rzeczy na wypadach rowerowych są tak oczywiste, jak to, że białe jest białe, czarne jest czarne, a d jest blade. :) Więc w końcu wypogodziło się... Tuż przed wjazdem do Legnicy. :))))) No zrobiła się taka lampa, że pozostał lekki żal, że nie miałyśmy takiej pogody od samego początku. W każdym razie S3 buduje się w najlepsze i kroczy ku Chełmom. :/



Po raz kolejny nie zawiodłam się na Grodźcu. To miejsce jest jakieś magiczne, bo wypady tam są zawsze fajne. Powroty do Legnicy są jeszcze lepsze, bo ciągle z górki, więc zawsze wraca się z uśmiechem na gębie. :)



Legnica - Babin - Kozice - Winnica - Krajów - Sichówek - Sichów - Stanisławów - Kondratów - Wilków - Złotoryja - Uniejowice - Grodziec - Uniejowice - Zagrodno - Łukaszów - Brennik - Ernestynów - Krotoszyce - Wilczyce - Szymanowice - Legnica

p.s. Darku i Beatko - nie dałam znać, że wpadamy na Grodziec, bo zwyczajnie zawiodła mnie technika w telefonie. Będzie jeszcze okazja do spotkania. :)

Kategoria 75-100 km


Uczestnicy

terenowe Chełmy w duecie

Sobota, 15 sierpnia 2015 • dodano: 16.08.2015 | Komentarze 5

Plan na dzisiaj był prosty i przejrzysty - przejechać prawie wszystkie najlepsze terenowe odcinki w Chełmach i zdążyć z powrotem do domu przed prognozowaną burzą. Po ostatnich wypadach pod radiostację, musiałam przypomnieć sobie, że istnieją inne, równie fajne trasy na Pogórzu Kaczawskim. :)

Na dzisiaj znowu zapowiadali upał, więc rano stoczyłam ciężką walkę z przyciąganiem łóżkowym. Rekordu wczesnego wyjścia na rower nie udało mi się pobić (przypom. red.), bo na rower wyszłam pół godziny później. "Bóg mnie opuścił", jak to później stwierdził Max, bo kto normalny zrywa się na urlopie z łóżka o 5" rano? :) Niemniej jednak znowu powtórzę, że nie ma lepszej godziny do jazdy w upały, niż między 5", a 7" rano. Temperatura jest wtedy idealna! :)

Na dzisiejszy wypad zwerbowałam właśnie Maxa i tuż po 6" ruszyliśmy na podbój Chełmów. Trasę w całości zaplanowałam ja, Maxowi pozostało delektować się nowo odkrywanymi przez niego ścieżkami. :) Najpierw uderzyliśmy na Górzec, skąd jeszcze szybciej szutrami zjechaliśmy do Męcinki. Potem pitu pitu do Myśliborza, podjazdem do Myślinowa i już pruliśmy leśnymi szutrami w stronę Siedmicy (chyba najpiękniejszymi w całych Chełmach).

Kto pruł, ten pruł. Inni podprowadzali... :))))



W lasach jesień na całego. :/





Generalnie cała dzisiejsza trasa miała jeden motyw przewodni: podjazd, zjazd, podjazd, zjazd. I tak praktycznie przez całe 100 km. Także wypad interwałowy. :D Pomiędzy odcinkami terenowymi, śmigaliśmy mniej lub bardziej gładkimi asfaltami.



Po przebiciu się przez Muchów i dojechaniu do Kondratowa, Max na podjeździe pobawił się w operatora. :) Na początku filmiku słychać kto gorzej radził sobie na podjazdach... :P


A potem wbiliśmy się na kolejne szutry, tym razem prowadzące do Leszczyny. Ostatni raz jechałam tamtędy w październiku zeszłego roku i dzisiaj miałam wrażenie, że zjazd pogorszył się. Jest strasznie dużo luźnych kamieni, a ja nie mam odwagi pruć w dół bez opamiętania po takim podłożu. Jak dla mnie zjazd był średniokomfortowy.



Pojawiały się też odcinki bardziej terenowe.



Tuż przed Leszczyną jechaliśmy szlakiem przepięknie pachnącym jabłkami!!!



Z Leszczyny pojechaliśmy w stronę Stanisławowa. Tam po raz pierwszy poczułam zmęczenie materiału. Na podjeździe temperatura dała mi się już we znaki. Spacery też są fajne. :) Na szczęście był to ostatni podjazd na trasie, więc zaraz po wjechaniu na terenowy zjazd do Sichowa, zrobiło mi się lepiej na sercu. :P A zjazd z początku był nawet bardzo terenowy. Chaszcze, osty, pokrzywy i wszelkie inne polne dziadostwo kłujące i drapiące nogi oraz wkręcające się w napęd. No ale zjazd asfaltem byłby z kolei nudny. :P



Tutaj Max znów poudawał reżysera filmowego. :)


Na początku kwietnia terenowy zjazd do Sichowa był o wiele lepszy. Teraz, owszem nadal jest przejezdny, ale zalega na nim sporo liści, kamulców i resztek gałęzi. Jak ktoś ma odwagę, niech jedzie. Ja miejscami pouskuteczniałam sobie spacerek.



Pytanie za 100 punktów - któż był taki inteligentny?



Odpowiedź brzmi...



Bo to nie jest takie oczywiste, że idzie się skrajem szlaku, gdzie jest najtwardszy. No ale potem z wypadów to właśnie takie atrakcje najbardziej zapadają w pamięci. :)

No i w końcu udało mi się wywieść Maxa w pole... :D



W Sichowie skończył się teren i pozostał nam już tylko asfaltowy powrót do Legnicy, z małymi terenowymi wyjątkami w Duninie i lasku złotoryjskim. Niemniej jednak do Dunina przyjechałam już lekko podgotowana, więc...



Potrenowałam zmarszczki i po klimatyzacji rzecznej w Nysie Szalonej wróciłam już bez problemów do domu. :)



Plan na dzisiaj udało się wykonać w 99% - nie przejechaliśmy jednego z terenowych szlaków ze Stanisławowa do Bogaczowa, bo nie chciałam gotować się w upale. Udało się jednak wrócić do domu przed burzą, bo po 16" na dworze nie było już tak słonecznie i cieplutko.

Fajnie było. :)



Legnica - Kościelec - Warmątowice Sienk. - Słup - Chroślice - Bogaczów - Górzec - Chełmiec - Myślibórz - Myślinów - Siedmica - Nowa Wieś Wielka - Muchów - Kondratów - Leszczyna - Stanisławów - Sichów - Sichówek - Krajów - Dunino - Legnica

p.s. Pierwsze zdjęcie to zmyłka. Tak się właśnie przeinacza fakty. :)

Kategoria 75-100 km


kto rano wstaje, temu noga podaje :)

Sobota, 18 lipca 2015 • dodano: 18.07.2015 | Komentarze 4

Także ten. Znalazłam idealny sposób na upały. Wyjście na rower skoro świt. :)))



Rano stoczyłam ciężką walkę ze swoją mentalnością śpiocha, ale zwyciężyło uzależnienie od roweru i myśl, że jeśli nie wyjadę na wycieczkę wcześnie rano, to potem nie będzie po co ruszać się z domu, bo prognozy pogody przewidywały na dzisiaj piekarnik. A nie miałam najmniejszej ochoty na "powtórkę z rozrywki". Przy wstawaniu z łóżka moje ciało ważyło chyba 200 kg, a siła przyciągania przez łóżko była nieziemska. Dałam jednak radę i już o 3:30 byłam na nogach. :O Zjadłam porządne śniadanko i jak tylko słońce obudziło się, to ja wyruszyłam w drogę.

Temperatura do jazdy po 5" była idealna!!! Już ciepło, ale jeszcze nie gorąco. Naprawdę - jechało się świetnie. Zaplanowałam na dzisiaj asfaltówę po Chełmach, bo chciałam przejechać konkretny dystans, a pakowanie się w teren zabrałoby mi zbyt dużo czasu i nie zdążyłabym z powrotem do domu przed największym upałem.

Przed Stanisławowem nawcinałam się malin. Miejscówki nie zdradzę. :P PYSZNE BYŁY!!!



O 8" była już lampa, ale nadal nie było jeszcze zbyt gorąco i jechało się bardzo przyjemnie.



Za Kondratowem odbiłam na drogę prowadzącą przez Rzeszówek do Świerzawy, którą jeszcze nigdy nie jechałam.



Rzeszówek okazał się bardzo malowniczą miejscowością - położony między lasami, duuużo zieleni, spodobała mi się ta wiocha. :)

Po 3 godzinach jazdy byłam już w Świerzawie. Tam na ławeczce urządziłam sobie piknik. A na ławce złota myśl. :)



Po najedzeniu się kusiło mnie niesamowicie, żeby odbić na Lubiechową i Kapellę. Na szczęście wygrał zdrowy rozsądek, bo Lubiechowa i Kapella to najtrudniejsze podjazdy w regionie, więc dołożyłabym sobie z godzinę jazdy, a to wiązałoby się z powrotem do domu w piekarniku. Poczekam na bardziej odpowiednią temperaturę do połykania takich górek. :)

Ze Świerzawy udałam się w kierunku Dobkowa - wsi, która jest znana w Chełmach ze swojej malowniczości. Znajduje się w niej sporo gospodarstw agroturystycznych, jest dużo pasiek, no i są mega kolorowe przystanki autobusowe. :)



Nie no. Faktycznie te dobkowskie przystanki są przeurocze. :)))







Krecik (moja ulubiona bajka z dzieciństwa) i naczelni geje RP. :)







Nawet kosze na śmieci są pomalowane. Ktoś miał świetny pomysł na promocję wsi. :) Gdzieś w połowie Dobkowa wyskoczył z gospodarstwa kundelek. I od razu ruszył w pogoń za mną. Obejrzałam się, ale nie przyśpieszyłam, bo miał do mnie dobrych kilkadziesiąt metrów i myślałam, że nie da rady mnie dogonić. Ani się obejrzałam, a już czułam jego oddech na swojej łydce. No słodziak. :) Pomogło podkręcenie tempa i piesio wymiękł.

Za Dobkowem udałam się w kierunku Lipy, gdzie na asfalcie wystawionym na słońce trochę mnie przysmażyło. Na szczęście odcinek do Lipy nie był zbyt długi, a z kolei za Lipą zamoczyłam koszulkę w strumyku. Kolejne orzeźwienie przyszło w Paszowicach, gdzie wspomogłam się kupną wodą, bo jakoś nie mam zaufania do wioskowych strumyko-ścieków. A potem słońce zostało zasłonięte przez skupisko niewielkich obłoków i aż do Legnicy jechałam w "cieniu". :)

Najbardziej wysmażyło mnie już w Legnicy, kiedy chmurki poszły w jedną stronę, a słońce w drugą. Termometr pokazał wówczas 42,2 °C. Ale 5 km jazdy w upale jestem w stanie zaakceptować. :) Do domu wróciłam tuż po 12" i naprawdę nie było źle pod względem ciepłoty.

Wycieczka była super! Jeszcze wczoraj nie spodziewałam się, że uda mi się strzelić dzisiaj taką ładną pętelkę. Opłacało się zwlec z łóżka o nieludzkiej porze. :) Jeśli kiedyś wyleją nowy asfalt od Kondratowa za Rzeszówek oraz z Dobkowa do Lipy, to taka rundka stanie się perełką na asfaltowej mapie Chełmów.

Upał kontra Monia w dniu dzisiejszym - bezapelacyjnie 0:1! :D



Legnica - Dunino - Krajów - Sichówek - Sichów - Stanisławów - Kondratów - Rzeszówek - Świerzawa - Dobków - Lipa - Nowa Wieś Mała - Siedmica - Paszowice - Piotrowice - Stary Jawor - Przybyłowice - Warmątowice Sienk. - Kościelec - Legnica

Kategoria 75-100 km


Uczestnicy

Chełmy do znudzenia (Radogost)

Sobota, 11 lipca 2015 • dodano: 11.07.2015 | Komentarze 0

Który to już raz byłam w Chełmach? No ale cóż poradzić skoro one są jak narkotyk - i ścieżki, chociaż już wielokrotnie przejechane, za każdym razem wywołują mega uśmiech na mojej gębie i powodują wydzielanie się mnóstwa endorfin. :) Było trochę asfaltów, trochę terenu, jeden szlak całkowicie nowo odkryty (niestety dupy nie urwał), aż w końcu wdrapałyśmy się z Moniką na wieżę widokową Radogost w Kłonicach. Była dzisiaj bardzo dobra przejrzystość powietrza, to i widoki były świetne:



I rzut okiem na Góry Sowie i Chełmiec w Wałbrzychu:



Idealna pogoda do jazdy, towarzystwo jak zawsze idealne, idealne widoki z Radogost, wszystko było dzisiaj idealne! :)



Legnica - Dunino - Krajów - Sichówek - Sichów - Stanisławów - Pomocne - Muchów - Siedmica - Paszowice - Kłonice - Radogost - Kłonice - Paszowice - Piotrowice - Stary Jawor - Przybyłowice - Warmątowice Sienk. - Kościelec - Legnica

Kategoria 75-100 km


piekielne Chełmy

Sobota, 4 lipca 2015 • dodano: 06.07.2015 | Komentarze 9

Tak, tak. Dobrze widzicie. Taka panowała dzisiaj temperatura przez zdecydowaną większość wycieczki. To co się działo można określić jednym słowem - RZEŹNIA!!!

Na wycieczkę wybrałam się razem z Przemkiem (poznanym na Stravie), który mieszka pod Wrocławiem. Mimo że zjeździł już na rowerze prawie cały Dolny Śląsk, to Chełmy zawsze jakoś omijał - aż do dzisiaj. W drogę wyruszyliśmy tuż po 8", żeby wbić się w lasy jeszcze przed największym gorącem. Zaplanowałam na dzisiaj jazdę w zdecydowanej większości po leśnym terenie, bo wiadomo było, że na niezalesionych asfaltach będzie masakra. I była. :(

W teren wbiliśmy się już w Stanisławowie. Szlaki zdążyły już wyschnąć po poprzednim deszczowym tygodniu, temperatura w lesie była znośna, więc jechało się super. Po wyjechaniu w Bogaczowie, wbiliśmy się na Górzec, skąd szutrami zjechaliśmy pod Męcinkę. Przed wyjazdem z lasu zarządziłam powrót na szczyt Górzca, bo chciałam pokazać Przemkowi drugi najlepszy zjazd z tego wzgórza. I ani się obejrzeliśmy, a wylądowaliśmy w Jerzykowie, a następnie w Myśliborzu. Tam, w miejscowej knajpce, zrobiliśmy sobie dosyć długą przerwę na frytki i mnóstwo coli. :) Chciałam odpocząć przed kolejnym odcinkiem trasy - polnym skrótem z Myśliborza do Paszowic. W całości odkrytym i wystawionym na słońce...

Po odpoczynku ruszyliśmy dalej w drogę. Na polniaku termometr pokazał mi 44°C! Ten skrót ma tylko 3 km, ale przy dzisiejszym upale, ten odcinek totalnie mnie zniszczył. Z Paszowic pojechaliśmy w stronę Kłonic, gdzie po raz pierwszy zaliczyłam zgon na dzisiejszej trasie. Mimo że byliśmy z powrotem w lesie, marzyłam o powrocie do domu albo o zanurzeniu się w jakimś zbiorniku wodnym. Do tego trzeba było pokonać terenowy podjazd w stronę Grobli. "Fantastycznie"!

Przy życiu utrzymywała mnie myśl, że za Groblą płynie strumyk. Tylko dlaczego jest on taki płytki? :(



Po ochłodzeniu się odzyskałam trochę sił. Musiały mi wystarczyć na dojechanie do kolejnego strumyka - w Myśliborzu. Droga wiodła przez las, więc sił starczyło. :) Po powrocie do Myśliborza, zrobiliśmy sobie kolejną dłuższą przerwę, przed następnym nasłonecznionym odcinkiem trasy.

Miejscowy kot również nie ogarniał dzisiejszego upału. :)



W Myśliborzu zakończyły się leśne tereny na dzisiejszej wycieczce. Do domu zostało "tylko" 35 km. 35 km jazdy w pełnym słońcu. :( Do kolejnego zbiornika wodnego, zalewu w Słupie, było aż 15 km. Dojechałam do niego na granicy udaru cieplnego, bo dreszcze przy takiej pogodzie nie są dobrym objawem. Wchodząc do wody, buty ściągałam w biegu. :) Nie przeszkadzały mi ani wodorosty, ani zerowa przejrzystość wody. Po zanurzeniu się (oczywiście wcześniej ochlapałam się, żeby nie dostać szoku termicznego), miałam ochotę zostać w tej wodzie do 20" i dopiero wtedy wrócić do domu. Rad nie rad, wrócić trzeba było jednak wcześniej. Do wody weszłam w pełnym ubraniu (oprócz butów), więc podczas pozostałej drogi do Legnicy nie było mi już tak gorąco. Na lotnisku pożegnałam się z Przemkiem i do domu wróciłam ostatkami sił.

Przemek zdecydowanie lepiej zniósł upał. Mnie dzisiejsza pogoda pokonała bez dwóch zdań. Pomimo tego, że wlałam w siebie hektolitry picia, żeby nie odwodnić się, to było mi po prostu za gorąco i miałam wrażenie, że gotuję się od środka. No cóż - kolejna rowerowa nauczka. Nigdy więcej takich dystansów przy takiej pogodzie.



Legnica - Dunino - Krajów - Sichówek - Sichów - Stanisławów - Bogaczów - Górzec - Jerzyków - Chełmiec - Myślibórz - Paszowice - Kłonice - Grobla - Siedmica - Myślibórz - Chełmiec - Męcinka - Słup - Przybyłowice - Warmątowice Sienk. - Kościelec - Legnica

Kategoria 75-100 km