Krótko o mnie:

avatar Ten blog rowerowy prowadzi monikaaa z miasteczka Legnica. Mam przejechane 31137.27 kilometrów. Jeżdżę z prędkością średnią 18.45 km/h i mam to gdzieś, jaka to średnia.
Więcej o mnie.

Moi realni lub wirtualni znajomi:

Dawno, dawno temu:

Uczestnicy

a miało być tak pięknie...

Sobota, 19 września 2015 • dodano: 19.09.2015 | Komentarze 13

I było. Do Złotoryi... Zaplanowałyśmy na dzisiaj z Moniką wycieczkę, która miała być pierwszą wieńczącą bardzo udany sezon. Prognozy pogody były aż za bardzo optymistyczne, dawno nie trzasnęłyśmy jakiegoś dłuższego dystansu, więc uznałyśmy, że czas najwyższy odświeżyć trasę na Grodziec. Postanowiłyśmy dojechać na niego przez Chełmy, żeby nie było zbyt nudno. :)

Powtórzę jeszcze raz - pogoda była dzisiaj przekozacka! Do tego dosyć dobra widoczność - jechałyśmy z Monią w stronę Kondratowa i zachwycałyśmy się widokami. :)





Do samego Kondratowa jednak nie zjechałyśmy, bo nie chciałyśmy tracić wysokości, żeby za chwilę zafundować sobie mocny podjazd w stronę Wilkowa. Więc odbiłyśmy na polny skrót, który okazał się mega fajowy.



W oddali kopalnia czegoś tam w Wilkowie.



Do Wilkowa zjechałyśmy takim zjazdem, że przy jego końcówce piałam z zachwytu!!! Endorfinowa bomba!!! :) A chwilę przez Złotoryją i kolejnym fantastycznym zjazdem na zdjęcie załapała się Wilcza Góra.



W ogóle cały odcinek od Kondratowa do Złotoryi jest bardzo malowniczy i przy pierwszej okazji trzeba będzie tam wrócić.



Także szybki zjazd do Złotoryi i po chwili jechałyśmy już urokliwymi uliczkami przez centrum.



Kurtyna.

Żądnych sensacji, po szczegóły zapraszam na PW. :P



Legnica - Babin - Kozice - Winnica - Krajów - Sichówek - Sichów - Stanisławów - Kondratów - Wilków - Złotoryja

Kategoria 25-50 km


wschodni lajcik (Piotrówek - Spalona)

Czwartek, 17 września 2015 • dodano: 17.09.2015 | Komentarze 2

Podobno dzisiaj był ostatni tak gorący dzień w tym roku. Się okaże. W każdym razie nawet po zmroku kręciłam na letniaka, bo faktycznie było bardzo ciepło. Bujnęłam się na wschód, bo na więcej brakło czasu. Zdjęć brak, bo nie było nic ciekawego do uwiecznienia na kliszy. :P



Legnica - Ziemnice - Grzybiany - Rosochata - Jaśkowice - Piotrówek - Szczedrzykowice - Jaśkowice - Spalona - Kunice - Ziemnice - Legnica

Kategoria 25-50 km


Czartowska Skała

Sobota, 12 września 2015 • dodano: 15.09.2015 | Komentarze 6

Czy taka pogoda jaka była dzisiaj, nie mogła być w sierpniu??? W końcu było normalnie - słonecznie, ciepło (ale nie piekarnikowo), lekki wiaterek. Plany na dzisiaj miałam ambitne, ale bardzo szybko je zweryfikowałam, kiedy wczoraj organizm upomniał się o sen. Plany nie uciekną, a wypocząć trzeba było. Więc po południu ruszyłam w stronę Chełmów. Bez konkretnego planu na trasę, co mi się zazwyczaj nie zdarza. Postanowiłam, że najpierw pojadę do Stanisławowa, a potem zobaczę gdzie mnie nogi poniosą.

Ktoś przydzwonił w Stanisławów. :)



Nie wbijałam się dzisiaj pod radiostację, bo jakoś nie miałam do tego weny. Pojechałam w stronę Kondratowa, gdzie na zjeździe trzeba było pstryknąć obowiązkową fotkę z tego miejsca.



Większość zdjęć z dzisiejszej wycieczki była robiona pod słońce, więc wyszły kiepskiej jakości. Po zjeździe wpadłam na pomysł, żeby wdrapać się na Czartowską Skałę. W swojej dotychczasowej "karierze" rowerowej byłam tam tylko raz (w 2012 r.), a przejeżdżałam obok niej już milion razy. :P Nadszedł więc czas, żeby przypomnieć sobie widoki jakie roztaczają się z tego wygasłego wulkanu.

Na Czartowską Skałę postanowiłam wejść z dupy strony, z Pomocnego.



Po kilku minutach spacerku byłam już pod wzniesieniem.





Potem jeszcze kilkanaście metrów wprowadzania roweru niemalże pionowo pod górę i voilà! Na zdjęciach są widoki od lewej do prawej strony Skały. Po lewej Pomocne, centralnie na wprost - Górzec.





Szczyt Czartowskiej Skały z kawałkiem Muchowskich Wzgórz.



Muchowskie Wzgórza  plus Góry Kaczawskie po prawej.



Góry Kaczawskie i w tle Karkonosze.





I na koniec Pomocne.



Po nacieszeniu oczu widoczkami i nie spadnięciu ze szczytu, zabrałam się w drogę powrotną. Czartowska Skała od południowej strony.



To skały czy skała? :)



Miałam chrapkę odbić jeszcze w stronę Muchowa i Siedmicy, ale miałam już za mało jedzenia przy sobie, a nie chciałam wracać do domu ostatkiem sił. Pojechałam więc w stronę Myśliborza. Zjazd z Myślinowa do Myśliborza za każdym razem zapewnia mi taką dawkę endorfin, że potem chodzę podjarana do końca dnia. :) Jak zwykle zjeżdżałam w dół te 4 km i suszyłam zęby z radości. :) A potem już prosto do domu przez Piotrowice, Stary Jawor itd. Fajnie było. :)



Legnica - Babin - Kozice - Winnica - Krajów - Sichówek - Sichów - Stanisławów - Kondratów - Pomocne - Czartowska Skała - Myślinów - Myślibórz - Piotrowice - Stary Jawor - Przybyłowice - Warmątowice Sienk. - Kościelec - Legnica

Kategoria 50-75 km


Jaśkowice - Kunice

Środa, 9 września 2015 • dodano: 09.09.2015 | Komentarze 3

Takie tam potułanie się po okolicznych wioskach tuż przed i po zachodzie słońca. Po mieście jeździłam już w totalnej ciemnicy. Kilkanaście minut po 20". "Super". Wieczorami już piździ i trzeba się ciepło ubierać.







Legnica - Ziemnice - Grzybiany - Rosochata - Jaśkowice - Kunice - Ziemnice - Legnica

Kategoria 25-50 km


Uczestnicy

oblężenie klasztoru z Fitness Piekary

Sobota, 5 września 2015 • dodano: 05.09.2015 | Komentarze 4

Nie wiem, ale jakoś ostatnio odczuwam zmęczenie materiału i nie chce mi się jeździć gdzieś daleko. Chyba już przejeździłam się w tym sezonie. Więc jak tylko dorwałam na efbe ogłoszenie, że osiedlowy klub fitness będzie organizował dzisiaj rowerowe pożegnanie lata, to weszłam w tę akcję w ciemno. :) Potrzebny był mi taki piknikowy wypad w większym gronie.

Punktualnie o 9" około 30 osób zebrało się pod klubem.



Kilka informacji organizacyjnych i ruszyliśmy w stronę Lubiąża, do tamtejszego Opactwa Cystersów. Droga w tamtą stronę wiedzie po płaskich wioskach z małym natężeniem ruchu, więc cała szerokość jezdni była nasza. ;)



Nawet na krótkim dystansie przerwa na banana musi być. :D



Przejrzystość powietrza była dzisiaj bardzo dobra, więc zerkając co chwilę na Karkonosze, było mi trochę żal, że nie śmigam gdzieś po Chełmach. Ale tylko trochę, bo atmosfera wycieczki była przednia - każdy uśmiechnięty od ucha do ucha, w dobrym nastroju, tempo odpowiednie do tego rodzaju wypadów, czego chcieć więcej. :)



Nawet i Odra załapała się na pierwszy plan.



No i dojechali.



I główny cel naszej dzisiejszej wycieczki.



Opactwo robi wrażenie i jest naprawdę piękne.



Pod klasztorem zrobiliśmy naradę plemienną co do dalszych planów wycieczkowych, bo część grupy postanowiła zwiedzić opactwo.



Mnie jakoś do tego nie ciągnęło, więc obcykałam klasztor tylko z zewnątrz.













Po odwaleniu fotoreporterki wróciłam do drugiej grupy, która w tym czasie zwiedzała pobliską karczmę. :D



Po powrocie zwiedzających klasztor, zostało przeprowadzone losowanie fantów wśród uczestników wycieczki. Można było wygrać m.in. bidon, licznik rowerowy, karnet do klubu czy też karnet na masaż. W sumie to mogę czuć się wyróżniona, bo jako jedna z nielicznych nic nie wygrałam. Także jeśli chodzi o numery na najbliższe losowanie totka, to nie do mnie. :P



Po zwiedzeniu opactwa i karczmy zabraliśmy się w drogę powrotną. Powrót z Lubiąża to dzida pod wiatr - w mniejszym lub większym stopniu. Zdecydowanie częściej w większym. :P

Gdzieś po drodze znowu chwila na banany. :)



Z Prochowic już droga prosta do Legnicy, więc wracało się dosyć szybko.



Krótko i na temat - było fajowo i mega pozytywnie! :)



Legnica - Ziemnice - Kunice - Jaśkowice - Szczedrzykowice - Dąbie - Cichobórz - Kawice - Lubiąż - Rogów Legnicki - Kwiatkowice - Prochowice - Lisowice - Szczytniki n. Kaczawą - Bieniowice - Pątnów - Legnica

Kategoria 50-75 km


Dunino - Słup

Piątek, 4 września 2015 • dodano: 04.09.2015 | Komentarze 2

Krótko po pracy. Początkowo tempem żółwia, bo jakoś nie chciało mi się pedałować. :P W końcu trafiła się normalna pogoda do jazdy i nie wróciłam do domu spocona jak szczur.

I kilka fotek z wycieczki.





Złoże haloizytu niedaleko Dunina.



Te dwie krwiożercze bestie początkowo chciały mi przegryźć tętnicę - do roweru biegły ino szum, a potem już tylko walczyły o względy mojej ręki. :)



Przy tamie w Słupie.



Resztki wiatraka w Słupie.



I na koniec daniele z Warmątowic Sienkiewiczowskich.



Płochliwe to strasznie. Po jedzenie szły jak w dym, ale jak tylko się ruszyłam, to brały nogi za pas. :)





Legnica - Prostynia - Dunino - Krotoszyce - Krajów - Winnica - Słup - Przybyłowice - Warmątowice Sienk. - Kościelec - Legnica

Kategoria 25-50 km


na dobranoc

Czwartek, 3 września 2015 • dodano: 03.09.2015 | Komentarze 0

Rzygam już remontem mieszkania. Na szczęście bliżej już jak dalej do jego końca... Udało mi się wyrwać tylko na niespełna godzinkę na rower. Co by lepiej się spało. :)



O 20" jest już ciemno. Bez sensu. :/



Legnica - Ziemnice - Kunice i powrót do Legnicy tą samą trasą

Kategoria 1-25 km


lajcik nad wodę

Niedziela, 30 sierpnia 2015 • dodano: 01.09.2015 | Komentarze 0

Plany na dzisiaj były i to dosyć poważne. Bardzo szybko zweryfikował je jednak dzisiejszy piekarnik. :/ Znowu nie było czym oddychać i nie było mowy o tym, żeby wypuścić się gdzieś dalej. Kulnęłam się więc tylko do Słupa, posiedziałam z godzinę w wodzie i wróciłam do domu.



Propagowania dożynek cd. :)



No w końcu i mnie udało się ustrzelić dziada. ;)





Legnica - Kościelec - Warmątowice Sienk. - Przybyłowice - Słup i powrót do Legnicy tą samą trasą

Kategoria 25-50 km


Uczestnicy

babskie kręcenie po Chełmach

Sobota, 29 sierpnia 2015 • dodano: 01.09.2015 | Komentarze 0

W końcu odpoczęłam po Wyrypie i niedzielnej pieszej wycieczce na Śnieżne Kotły i Szrenicę oraz nareszcie udało mi się wyrwać z okopów remontowych mieszkania. Wyskoczyłam więc w towarzystwie Moniki i Ewy do Stanisławowa.

Dożynki trwają na całego i wsie prześcigają się w reklamie własnych imprez. :)





Znowu wlekłam się pod radiostację... Widoczność była dzisiaj dosyć dobra.



Potem zjechałyśmy do Leszczyny (asfalt od zeszłego roku znacznie się pogorszył i tak szczerze mówiąc, to nie zjeżdżało się fajnie), a dalej przez Sichów i Słup wróciłyśmy do Legnicy. Ewa pruła na swoich cieniutkich oponkach aż miło. :) Dobrze było oderwać się na chwilę od malowania ścian czy też wyboru koloru mebli. :P



Legnica - Babin - Kozice - Winnica - Krajów - Sichówek - Sichów - Stanisławów - Leszczyna - Sichów - Chroślice - Słup - Przybyłowice - Warmątowice Sienk. - Kościelec - Legnica

Kategoria 50-75 km


VI Izerska Wielka Wyrypa

Sobota, 22 sierpnia 2015 • dodano: 01.09.2015 | Komentarze 3

Jakiś czas temu koleżanka poprosiła mnie o to, żebym pojechała z nią na Izerską Wielką Wyrypę (to rajd na orientację, podczas którego zadaniem zawodników jest zdobycie jak największej ilości punktów kontrolnych w sztywno wyznaczonym dla danej trasy limicie czasowym). Nie chciała jechać sama z facetami, a wiadomo, że w babskim gronie zawsze raźniej. :P Tegoroczna, VI już edycja Wyrypy, została zaplanowana na jazdę po okolicach Świeradowa-Zdroju i Górach Izerskich. Do wyboru miałyśmy trasę 150 km albo 75 km. Wybrałyśmy trasę 75 km. Opłaciłyśmy wpisowe i pozostało nam modlić się o ładną pogodę, chociaż trzeba było nastawić się psychicznie na każde warunki pogodowo-terenowe (od upału, przez deszcz, po błoto).

W końcu nadszedł długo wyczekiwany dzień. Modły o dobrą pogodę zostały wysłuchane, bo po 3 tygodniach upałów nadszedł jeden dzień wytchnienia i normalnej temperatury. Nie prognozowali na dzisiaj deszczu - pogoda trafiła się idealna!!! :) Po otrzymaniu numerów startowych zameldowaliśmy się na starcie Wyrypy - ja, Krzysiek, Henio, Piotrek i Bartek. Zabrakło koleżanki, która w ostatniej chwili zrezygnowała z wyjazdu do Świeradowa. Ja i czterech chłopa. :P Dobrze, że ćwiczyłam formę na Chełmowskich pagórkach, więc wiedziałam, że nie będzie siary przed facetami. :)



Punktualnie o 9" wystartowaliśmy. Na rozgrzewkę organizatorzy zafundowali nam 2,5 km podjazd, na którym nachylenie wahało się od 6 do 20%... Czyli 2,5 km zapitalania pod górę 13%. Bez rozgrzewki. Bomba! :P Po kilku minutach jazdy sapali wszyscy - bez wyjątku i rozdzielenia na płeć. :))) Ja jechałam gdzieś w połowie stawki, także byłam z siebie bardzo dumna, że nie obstawiam tyłów.

Ta 2,5 km rozgrzewka była po to, żeby dojechać do punktu, w którym były wydawane mapy z rozmieszczonymi punktami kontrolnymi. Po naszym dotarciu na miejsce część zawodników rozkminiała już trasy.



Mapa wyglądała tak.



20 punktów kontrolnych rozmieszczonych wokół Świeradowa, kolejność zdobywania punktów była dowolna, przy wyborze najbardziej optymalnej trasy było do przejechania ok. 75 km z 2600 m przewyższeń. Wybór trasy zależał od zawodników, ale można było się wpakować na same podjazdy, albo zjazdy. W tym momencie kłaniała się umiejętność czytania mapy - poziomic, skali itd. Na mecie trzeba było zameldować się do 17", bo potem była już dyskwalifikacja, nawet jakby ktoś zdobył wszystkie PK.

W końcu i my zaczęliśmy rozkminę mapy. W tym miejscu ogromne podziękowania należą się Krzyśkowi i Heniowi, którzy czytali tę mapę jak książkę i potrafili dokładnie określić długość i sztywność podjazdu, odległość między PK, wiedzieli czy ścieżka będzie szutrowa czy hardkorowa itd. Dla mnie mapa była czarną magią. :)



Rozkminiamy dalej... :)





Kolejność zdobywania PK ustalona. Czas ruszać dalej. :)



Już na samym początku zrezygnowaliśmy z próby zdobycia wszystkich PK, bo po prostu nie wyrobilibyśmy się w czasie. Zdobywanie wszystkich PK zostawiliśmy harpaganom. :P Ustaliliśmy też, że skoro wjechaliśmy już na pewną wysokość, to szkoda ją tracić i postanowiliśmy jechać dalej w kierunku... Stogu Izerskiego.



Jakby ktoś kiedyś powiedział mi, że wjadę rowerem na Stóg Izerski (bez rozgrzewki!), to popukałabym się w głowę. Dla pewności dwa razy. :) Dlaczego? Ano dlatego, że asfaltowe podejście na Stóg jest bardzo sztywne i z buta ciężko jest tam wejść, a co dopiero wjechać na rowerze. Strava pokazała mi, że na asfaltowym podjeździe były segmenty po 20%. Średnio wyszło po 10% nachylenia. Widoki rekompensowały jednak wszelkie trudy podjazdu.



W końcu dojechaliśmy do pierwszego PK, do którego trzeba było zjechać 1 km takim zjazdem, że wszystkim śmierdziały hamulce. :) Zdobywanie PK polegało na perforowaniu wyznaczonego miejsca na karcie, którą dostaliśmy przy starcie.



Potem trzeba było wrócić się ten 1 km i dalej mielić pod górę. Po 11 km mieliśmy 730 m przewyższeń! :O Tyle to ja robię na 75 km kręcąc się po Chełmach. To daje wyobrażenie, jak było ostro pod górę. Po wypłaszczeniu się podjazdu, w miejscu gdzie można było odbić na szczyt Stogu Izerskiego, Piotrek zarządził rozdzielenie się grupy, bo nie chciał wszystkich opóźniać. Zapadła więc decyzja, że Piotrek będzie dalej jechał sam, a ja, Krzysiek, Henio i Bartek będziemy walczyć dalej wspólnie.

Do kolejnego PK droga wiodła przez podmokłe torfowiska i ścieżki, którym daleko było do szutrowych. :P Pierwsze wejście po kostki w błoto i wodę bolało, ale potem przestałam zwracać na to uwagę. Trzeba było iść bez ociągania nosem. Iść, bo tych 2 km nie dało rady przejechać - teren był po prostu zbyt podmokły.



Taaa daaammm - kolejny PK zdobyty. :)



Do dzisiaj wydawało mi się, że Góry Izerskie są nudne. Dosyć szybko zmieniłam zdanie, bo okazało się, że są tam wspaniałe tereny leśne z niezliczoną ilością ścieżek, ścieżynek, dróżek i dróg - od asfaltowych, przez szutrowe, po typowo terenowe. Istny raj dla rowerzystów. :)







Do kolejnego PK, o wdzięcznej nazwie "Bagienko", rowery musieliśmy prowadzić przez wąską, zarośniętą trawą, zasypaną gałązkami, kamienistą ścieżkę.



A chwilami rowery trzeba było porzucić i dalej PK szukać z buta.



PK odnaleziony. "Bagienko" nie śmierdziało bagnem, a zdechłymi rybami. :D



Potem pitu pitu w dół leśnymi szutrami i w końcu wylądowaliśmy przy Chatce Górzystów. Zdobycie Chatki miałam w tym roku w planie, przy okazji innej wycieczki, a tu proszę jaka niespodzianka. :)



Za Chatką dostaliśmy w dupę najpierw od kamienistego podjazdu,



a potem od szutrowego.



Kolejny PK został bardzo malowniczo ulokowany, pod mostkiem nad jednym ze strumyków.



Do tego miejsca tereny były w większości przejezdne i raz wolniej, albo szybciej, ale prawie ciągle siedzieliśmy na kołach. Jednak żeby dotrzeć do kolejnego PK, mieliśmy do wyboru hardkorowy skrót w dół, albo nadrabiane drogi szutrami. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. :) Zdecydowaliśmy się więc na skrót. A tam było co chwilę przenoszenie rowerów przez powalone pnie. :P



Ufff. Tu już dało radę prowadzić rowery. :)



Po jakimś czasie wpadł kolejny PK, potem następny i następny. :)



Co jakiś czas pojawiały się też widoczki.



:)



I znowu podjazd - tym razem asfaltowy.



A do PK "Ambona" dojechaliśmy pięknym leśno-trawiastym odcinkiem.



Potem zjechaliśmy już do Świeradowa. Takim zjazdem (asfaltowym), że chwilami można było przywitać się ze śmiercią - asfalt gładki jak stół i kilka km ostro w dół. Chłopaki szaleli, ja zjeżdżałam bardzo asekuracyjnie, ale i tak fajnie było. :) W Świeradowie odbiliśmy jeszcze na jeden PK, a potem wracaliśmy już ile sił w nogach do mety, żeby zdążyć z powrotem do 17". Udało się! :)



Na metę dotarliśmy krótko przez 17", ze zdobytymi 11 PK (na 20 możliwych). Zmęczeni, ale bardzo zadowoleni z trasy! Było fantastycznie. Góry Izerskie okazały się mega terenami do jazdy na rowerze - znajdą tam coś dla siebie i miłośnicy hardkorowych terenów i lajtowych szutrów. Fakt, że teren jest górzysty i chwilami trzeba się namęczyć, żeby gdzieś wjechać, ale naprawdę warto!

Tytułem podsumowania - zajęłam 5/8 miejsce wśród kobiet i 30/49 w ogólnej klasyfikacji. Więc jak na debiut w tego typu imprezie i moje zdolności podjazdowe, to uważam to za bardzo dobry wynik. Nie zamknęłam peletonu, a to najważniejsze. :) Udało mi się wjechać maksymalnie na wysokość 1057 m.n.p.m. Średnie nachylenie podczas całej trasy wyniosło 1,9%, więc jakby nie patrzeć, to mieliśmy ciągle pod górę.

Organizatorzy spisali się na medal, bo tereny były bardzo różnorodne i nie można było się nudzić. W dwóch słowach - było zajebiście! :) Także do zobaczenia za rok...

A na koniec jeszcze tegoroczna IWW okiem Jacka Bartkowiaka, któremu jako jednemu z nielicznych udało się zdobyć wszystkie PK w wyznaczonym czasie. Brawo!




p.s. Piotrek po złapaniu drugiego oddechu, również spisał się znakomicie, bo zdobył tyle co samo PK co my i to w krótszym czasie. :)