Krótko o mnie:

avatar Ten blog rowerowy prowadzi monikaaa z miasteczka Legnica. Mam przejechane 31137.27 kilometrów. Jeżdżę z prędkością średnią 18.45 km/h i mam to gdzieś, jaka to średnia.
Więcej o mnie.

Moi realni lub wirtualni znajomi:

Dawno, dawno temu:

Dobrzejów

Wtorek, 15 października 2013 • dodano: 15.10.2013 | Komentarze 6

Takie tam kółeczko po pracy. Jesień rozpanoszyła się już na dobre - powietrze mega rześkie, wszędzie pełno opadniętych liści. Droga powrotna w większości przez miasto, wobec czego zapewniłam sobie inhalacje ze spalin. :/

Zdjęcie z traski. :)



Trasa --> klik

Kategoria 1-25 km


Ziemnice - Jaśkowice - Kunice

Wtorek, 8 października 2013 • dodano: 08.10.2013 | Komentarze 3

Takie tam szybkie kółeczko po pracy, bo była bardzo ładna pogoda. :)

Legnica - Ziemnice - Grzybiany - Rosochata - Jaśkowice - Kunice - Ziemnice - Legnica

Kategoria 1-25 km


Stanisławów - Myślibórz

Niedziela, 6 października 2013 • dodano: 06.10.2013 | Komentarze 7

Dzisiaj nastąpiło pożegnanie z dalszymi wycieczkami na ukochane południe. :( Forma coraz słabsza, więc wycieczki o dystansie pow. 50 km już dosyć mocno mnie męczą. W każdym razie dzisiaj pogoda od samego rana była przednia! Brak deszczu, bardzo mały wiatr, bezchmurne niebo i słońce! :) Trzeba było wykorzystać ma maksa taką pogodę. Gdzież mogłam pojechać? :D Wybór był prosty. Wycieczka nie zaczęła się zbyt przyjemnie. Obok Auchan'a jakiś 70+ wyjeżdżając z podporządkowanej o mało co mnie nie potrącił. :/ Humor poprawiła mi dziewczyna na rowerze, którą minęłam tuż za Legnicą. Wiek około 16 lat, jechała sobie na składaku, w krótkich spodenkach i bluzce z krótkim rękawkiem, z powiewającą chustą na szyi i fają w ręce. :) Fajnie to wyglądało, bo jechała tak nonszalancko, mając wszystko w dupie. :)

Z kolei na szutrze do Słupa o mały włos nie władowała się na mnie sarna. :O Dosłownie metr przede mną nagle wyskoczyła z krzaków i przecięła mi drogę. Nie wiem kto się bardziej wystraszył, ale serce momentalnie podeszło mi do gardła. :/ Sekundę później wyskoczyłaby z tych krzaków i wyglądałoby to tak.


Tyle, że sarenka wyskoczyła z lewej. :P Do Sichowa dojechałam już bez żadnych przygód. Tam zrobiłam sobie standardową przerwę na colę i ruszyłam na Stanisławów. Dzisiaj wzięłam aparat, żeby pokazać część trasy, którą tak bardzo lubię, a dokładniej mówiąc - sam podjazd do radiostacji. Zaczyna się spokojnie. Droga prowadzi przez uroczy lasek.



I tak przez około 4 km, aż dojeżdża się do Stanisławowa.



Cały czas pod lekką górkę, aż dojeżdża się do zakrętu.



A za zakrętem zaczyna się mordęga nie do podjechania dla sporej części rowerzystów. :P



Gwoździem do trumny jest odcinek od rozwidlenia na Pomocne i radiostację.



Dzisiaj postanowiłam pojechać na radiostację z dupy strony. Podjazd od strony Leszczyny, a przynajmniej jego końcówka również daje w kość początkującym rowerzystom. :P





Radiostacja po raz kolejny zdobyta!



Jak przyjechałam, to nie było nikogo. Niestety po kilku minutach zaczęli zjeżdżać się ludzie, bo pogoda sprzyjała do wycieczek. I tak przyjechała parka połupać sobie orzechy.



Kolejna poopalać się.



Przyjechali też quadowcy.



Pojawili się też lotnicy.



I jeszcze kilka innych osób. Zrobiło się tłoczno i niefajnie. Potem dzięki Łukaszowi dowiedziałam się, że na radiostację jadą również Bożena i Jarek, więc poczekałam na nich. W końcu zjawili się.


Chwila rozmowy o wczorajszych weselnych przebojach Bożeny i rozstaliśmy się, bo ja postanowiłam pojechać do Myśliborza, a Bożena i Jarek chcieli pojeździć jeszcze trochę w terenie. Ale przed rozstaniem się był jeszcze zjazd z radiostacji. :D


Nagrałam tylko jego końcówkę, ale choćby po hamowaniu Jarka słychać, że prędkości osiąga się tam niezłe. :D Jarek pruł dzisiaj 70 km/h, Bożena - 61,5, ja "tylko" 60,19. :D Po zjechaniu z radiostacji ja odbiłam na Pomocne, a Bożena i Jarek pojechali na Górzec. Po kilkunastu minutach jazdy, a następnie zaliczeniu 4 km szczęścia :P (dla przypomnienia - zjazd z Myślinowa do Myśliborza) dojechałam do Myśliborza.



W końcu zrobiłam dzisiaj zdjęcie Pałacu z II poł. XIX w.



Po remoncie prezentuje się naprawdę okazale. Potem odbiłam do Chełmca i szutrami obok Górzca dojechałam do Męcinki, gdzie ponownie spotkałam się z Jarkiem i Bożeną. Do Legnicy wróciliśmy już razem.

Trasa --> kilk

Legnica - Kościelec - Warmątowice Sienkiewiczowskie - Słup - Chroślice - Sichów - Stanisławów - Pomocne - Myślinów - Myślibórz - Chełmiec - szutrami do Męcinki - Słup - Warmątowice Sienkiewiczowskie - Kościelec - Legnica

Kategoria 50-75 km


Kunice

Środa, 2 października 2013 • dodano: 02.10.2013 | Komentarze 0

Temperatura oscylowała w granicach 8°C, kondycja z dnia na dzień coraz słabsza - nie jest dobrze. :( Dobrze, że nie wiało. Sezon beznadziejnych godzinnych wycieczek (tak, aby nie zdążyć zmarznąć) oficjalnie rozpoczęty! :D

Kategoria 1-25 km


Stanisławów po raz enty

Niedziela, 29 września 2013 • dodano: 29.09.2013 | Komentarze 4

Jak nie mam pomysłu na to gdzie pojechać, to jadę do Stanisławowa. :P Dzisiaj zjazd nie był już taki fajny, bo ostro mnie wymroziło. :/ Jazda ze średnią 35 km/h przez 4 km przy temperaturze 9,6°C nie jest niczym przyjemnym. Wrzucę też widoczek z Rosochy.



W końcu ktoś posprzątał śmieci ze wzgórza, więc nareszcie można posiedzieć sobie na trawce bez towarzystwa tony butelek po piwach, kartonów po napojach i innych odpadów pogrillowych. Pewnie na wiosnę ludzie znów urządzą sobie tam dzikie śmietnisko. :/

Legnica - Kościelec - Warmątowice Sienkiewiczowskie - Słup - Chroślice - Sichów - Stanisławów - Sichów - Sichówek - Krajów - Winnica - Kozice - Babin - Legnica

Kategoria 50-75 km


Koskowice - Legnickie Pole

Środa, 25 września 2013 • dodano: 25.09.2013 | Komentarze 1

Przed Bartoszowem złapał mnie deszcz. Zlało mnie okrutnie. :/

Kategoria 1-25 km


Stanisławów - Myślibórz

Sobota, 21 września 2013 • dodano: 21.09.2013 | Komentarze 0

Pogoda nie zachęcała do ruszenia się z domu. Od samego rana, zresztą tak samo jak od kilkunastu już dni, było pochmurno i w każdej chwili można było spodziewać się deszczu. Było jednak ciepło (aż 15°C!!! :P) i w miarę bezwietrznie. A że już roznosiło mnie, to postanowiłam gdzieś sobie śmignąć. :) "Dawno" nie byłam w Stanisławowie, więc stwierdziłam, że pojadę zjechać z radiostacji. Po około pół godziny od wyjścia z domu, gotowałam się. Tak było mi gorąco. Na szczęście po godzinie organizm dostosował się do temperatury i wyregulował sobie tętno. :) Było w sam raz na jazdę - nie za zimno, nie za ciepło. Ale rękawiczki na dłoniach oraz opaskę na głowie i tak miałam. Bardzo łatwo można teraz przeziębić się. Cóż mogę jeszcze napisać? :P Zjazd z radiostacji jak zwykle wywołał we mnie mnóstwo endorfin. :) I po raz drugi w życiu pędziłam ponad 60 km/h. Pełnia szczęścia!!! :) Potem równie świetny zjazd z Myślinowa do Myśliborza i nic więcej do szczęścia nie było mi już potrzebne. :) A przed 18" nawet pokazało się słoneczko. :)

Trasa --> klik

Legnica - Kościelec - Tyńczyk Legnicki - Kozice - Winnica - Krajów - Sichówek - Sichów - Stanisławów - Pomocne - Myślinów - Myślibórz - Piotrowice - Stary Jawor - Przybyłowice - Warmątowice Sienkiewiczowskie - Kościelec - Legnica

Kategoria 50-75 km


Koskowice - Legnickie Pole

Niedziela, 15 września 2013 • dodano: 16.09.2013 | Komentarze 10

Po kilku dniach, w końcu przestało padać! Rano nawet świeciło słońce. :) Oczywiście jak przyszło do wyjścia na rower, to ostro zachmurzyło się. Więc najpierw pojechałam na wiadukt obczaić chmury. Nie wyglądały za ciekawie, więc zrezygnowałam z dalszej wycieczki. Postanowiłam pokręcić się niedaleko domu, ale i tak trochę zmęczyłam się, bo mocno wiało. :/

Kategoria 1-25 km


Stanisławów

Niedziela, 8 września 2013 • dodano: 16.09.2013 | Komentarze 8

Z Izą. Fajnie było. :) Jak zwykle rozbrajały mnie komentarze Izy na różne tematy. Na przykład - siedziałyśmy sobie pod radiostacją, odpoczywałyśmy, wpieprzałyśmy śliwki (które wcześniej zerwałyśmy z drzewa :P) i nagle przyjechało dwóch kolesi. Zaczęli podniecać się nawzajem do siebie, że wjechali pod taką górę i że od Legnicy przejechali już 29 km! Jeden z nich zaczął dzwonić do swojego kolegi. I znów jarał się na cały głos, że wjechał pod taką górę, że ogólnie fajnie, ale... widoki są średnie! A Iza od razu cięta riposta: "To sobie k.... pojedź w Tatry!". :)))))))

Legnica - Smokowice - Dunino - Krajów - Sichówek - Sichów - Stanisławów - Sichów - Sichówek - Krajów - Winnica - Kozice - Babin - Legnica

Kategoria 50-75 km


Uczestnicy

Żagań - Bolesławiec

Sobota, 7 września 2013 • dodano: 08.09.2013 | Komentarze 15

Jakiś czasu temu zgadałam się z Morsem, że w ramach uprzejmości odda mi wygrany przez siebie w radiu kask rowerowy. Zaczęły się plany odwiedzin Morsa i dzisiaj w końcu udało się. :) Początkowo planowałam obrócić w obie strony rowerem i wykręcić życiówkę, ale ze względu na chłodne poranki i coraz krótsze dni zrezygnowałam z tego pomysłu, bo wtedy miałabym mało czasu na bycie w gościach. Ostatecznie postanowiłam, że do Morsa pojadę pociągiem, a do Legnicy wrócę na rowerze. Na przekór prognozom co do kierunku i siły wiatru... Z Legnicy wyjechałam o 7:31, w Żaganiu byłam o 8:55. Pod dworcem czekał już na mnie Mors na swoim Huraganie. :) Chwila na przywitanie się i ruszyliśmy w kierunku przerębla. :D Przed dojechaniem na miejsce Mors postanowił pokazać mi żagańskie zabytki.

Najpierw Pałac Lobkowitzów z przełomu XIII i XIV w. Bardzo imponujący.



Tutaj Mors śmiał się ze mnie, że przyprowadził damę do pałacu, a ta zaczęła czyścić łańcuch. :D



Tu pomnik niedźwiedzia Wojtka :)



Dalej miałam okazję zobaczyć dosyć nietypową zabudowę. :O



I najdziwniejsze rondo jakie w życiu widziałam. :D



Ostatnim zabytkowym punktem była wieża widokowa.



Potem pojechaliśmy już bezpośrednio do morsowego przerębla. :) A tam czekało na mnie iście królewskie powitanie - śniadanko, tościki i piwko. :D Był też serek związany z Bożeną... :D



Był też kotek! :D Znaczy się kotka. :) Przeurocza, ale trochę dzika i nieufna wobec obcych. Ale za to jak się popisywała - wszędzie było jej pełno! :)



Po zjedzeniu pysznych tościków, wypiciu piwka na odwagę przed nauką jazdy na mono, nastąpiło oficjalne przekazanie kasku. :) Mors zrobił mi pamiątkową fotkę...



...no i zaczęło się! :D



W końcu udało się!!! Wsiąść i utrzymać równowagę tak, aby chociaż zrobić zdjęcie. :D



Zrobienia zdjęcia bez trzymanki graniczyło z cudem. Cud nie nastąpił. :P Już samo to, że utrzymywałam się na mono było dla mnie wielkim osiągnięciem. :) Mimo wieluuu prób nie udało mi się przejechać nawet metra, a moja nauka jazdy na monocyklu zakończyła się zaraz po tym jak przekonałam się co znaczy stwierdzenie, że "mono niszczy piszczele". Monika kontra nauka jazdy na mono - 0:1. :) Odniesione obrażenia - dwa krwiaki na lewej nodze. :( Mors mówił, że i tak miałam dużo zaparcia i nie poddałam się bez walki. :)

Tu filmik z mojej mega długiej jazdy:


Jakby mało było mi wrażeń, Mors przyprowadził swoje Żyrafiątko żądne ofiar. :O To jest dopiero hardkor! W tym przypadku cudem było samo wsiądnięcie na to cudo, a co dopiero przejechanie na nim jakiegokolwiek dystansu! Z "małą" pomocą Morsa udało mi się wsiąść na Żyrafiątko. :)



A tak kończyły się moje próby ruszenia z miejsca:


Niestety czas mnie naglił i już o 13" musiałam opuścić morsowy przerębel, bo do domu czekała mnie daleka droga. :( Mors był tak miły, że "odwiózł" mnie aż za Szprotawę. Rozstaliśmy się na rozstaju dróg na Leszno i Bolesławiec. Początkowo jazda szła mi dosyć dobrze i płynnie. Jednak z każdą chwilą ciągle wiejący prosto w twarz bardzo mocny wiatr coraz bardziej dawał mi się w znaki. :( Wiało i wiało. Wiatr nawet na chwilę nie odpuszczał! Dodatkowo moje wkurzenie potęgowała masakrycznie nudna droga do Bolesławca. Kilkadziesiąt kilometrów prostego asfaltu! Były wiochy po drodze, ale też proste. Żadnych jakichś urozmaiceń w postaci chociaż zakrętów. Nic. Pomimo tego dzielnie walczyłam w wiatrem i nudną drogą. Walczyłam i walczyłam... Dojechałam do Bolesławca, wymiękłam i wylądowałam na dworcu.



Bardzo chciałam dojechać do Legnicy na rowerze, ale było już grubo po 16", a przez ten okropny wiatr dalsza droga zajęłaby mi co najmniej 3 godziny. Dodatkowo miałam już mało jedzenia i picia, więc wróciłabym mega zmęczona i wkurzona. A ja nie lubię wkurzać się na rowerze, bo jazda ma sprawiać mi przyjemność, a wzbudzać we mnie złość. Czasem trzeba odpuścić i nie dać wygrać ambicji nad zdrowym rozsądkiem, więc do Legnicy elegancko wróciłam sobie pociągiem. :D Pomimo tego, że nie udało mi się wykonać założonego planu, wycieczkę uważam za bardzo udaną i chociażby dla samego poznania Morsa warto było ruszyć się z domu. :) Dostałam też od niego pamiątkę. :D



P.S. Tak powinna wyglądać jazda na zwykłym monocyklu i na Żyrafiątku:



Naprawdę wielki szacun dla Morsa i każdej innej osoby, która nauczyła się jeździć na monocyklach. To nie jest takie proste jakby mogło się wydawać - że wsiadasz i jedziesz. :P

P.S 2 - po inne spostrzeżenia odsyłam do morsowych wpisów :)

wpis nr 1 :D

wpis nr 2 :D

Trasa --> klik

Żagań - Szprotawa - Bolesławiec

Kategoria 75-100 km